Niestandardowy wyjazd

Niestandardowy wyjazd
Opublikowano 3 maja 2024
To było prawdziwe spotkanie z przyjacielem. Mój problem to brak empatii podczas rozmów z innymi. Zazwyczaj przygotowywałem odpowiedź zanim ktoś skończył mówić. Ale tym razem po raz pierwszy miałem otwarty umysł i serce na słuchanie, na wczucie się w problemy innych. Każde świadectwo uczestników odsłaniało moją ułomność, moje błędy. Bóg pozwolił mi doświadczyć w tej krótkiej chwili uwielbienia przed Najświętszym Sakramentem, co całkowicie zmieniło mój sposób patrzenia na Quest w Korbielowie. Mogłem dzielić się z innymi mężczyznami swoim cierpieniem, związanym z tym, że poczułem, że moja męskość została zakopana przez zajęcie się wychowywaniem dzieci, opieką domem i zamianą się z żoną obowiązkami. Wiem, że próbowałem przekonać siebie, że wszystko jest w porządku, ale za moją maską kryło się cierpienie. Była to jak stalowa maska na mojej twarzy, wystawiona na słońce. Czym dłużej mówiłem, że mi ta zmiana nie przeszkadza, tym bardziej bolało oparzenie. Teraz ta maska została ściągnięta i poczułem ogromną ulgę. Jezus dał mi odwagę opowiedzenia intymnej historii naszego małżeństwa, a pomogło mi to zrozumienie zajawki filmu o św. Józefie, bo mam z nim wiele wspólnego i jestem w stanie choć w jakimś procencie poczuć co on czuł, gdy przyjmował brzemienną Maryję. Korbielów – to była prawdziwa bitwa, momenty jazdy bez trzymanki, było krwawo, były łzy! Czy bolało? Tak, ale bitwa została wygrana a ból zamienił się radość. Jechałem z jednym przyjacielem, a wróciłem bogatszy o kolejnych 12 przyjaciół. Wszystkie swojej zranienia oddałem Jezusowi, bo on mnie umacnia, nawet gdy upadam On mnie podnosi. Złożyłem w Panu całą nadzieję, On schylił się nade mną i wysłuchał wołania mego. Wydobył mnie z dołu zagłady i z kałuży grzechu a stopy moje postawił na skale i umocnił moje kroki, żeby być dobrym ojcem mężem i przyjacielem.
Powróciliśmy do domów z motywacją poprawy, postawiliśmy sobie cele do realizacji. Pomyślałem, że poczekam kilka dni, żeby przetrawić to wszystko, co tam się wydarzyło ale gdy wróciłem do domu, ściągnąłem moją białą koszulkę z Questu „moją nową białą zbroję” i położyłem ją na oparciu fotela, to kot natychmiast na nią narzygał, nigdy tego nie robił, przypadek? Nie chcę tu być prorokiem, ale nie czekając 72 godzin, skontaktowałem się z trzema kolegami, aby porozmawiać i przekonać ich do dołączenia do „jasnej strony Mocy”. Może to brzmi dziwnie, ale nawet kot mi uświadomił, że czasami świat próbuje nas zasypać błotem, i trzeba działać, nie wolno czekać…
Tomasz